Dołącz do nas

Jednym z celów naszej organizacji jest konsolidacja środowiska. Nie może przebiec inaczej, niż przez wzajemne poznawanie się. W obecnej sytuacji pandemicznej, gdy nie zdecydowaliśmy się na organizację zjazdu w większym gronie, wciąż możliwe pozostają kontakty indywidualne. Nie tylko wszystkich Was do tego zachęcamy, ale też sami odbyliśmy takie spotkanie. Dwójka bydgoszczan: Leszek Knyrek i Elżbieta Pokorzyńska wybrała się do Poznania do pana Leonarda Rosadzińskiego. Panowie Leszek i Leonard znali się dotychczas tylko z kontaktów internetowych, osobiście spotkali się po raz pierwszy.

Może nie wszyscy znają dobrze działalność Leonarda Rosadzińskiego, więc pozwolę sobie ją trochę przybliżyć. Leonard jest człowiekiem wielu pasji, introligatorstwo zajmuje w jego życiu i domu miejsce jeśli nie najważniejsze, to na pewno najobszerniejsze. Jest on autorem kilku książek poświęconych introligatorstwu (Śladami poznańskich introligatorów – ich sztuka i wyroby, 2009, Ginące rzemiosło: śladami poznańskich introligatorów, 2011) i kolekcjonerstwu (Poszukiwacz czyli Niezwykli ludzie i stare książki, 2014, Bibliofile: ich życie, pasja i stare woluminy: spotkania poznańskich bibliofilów 2017-2020, 2021). Nie był zawodowym introligatorem, rzemiosłem tym zajął się amatorsko, z kolekcjonerskich potrzeb oprawy i naprawy zbieranych książek. Z czasem introligatorstwo zamieniło się z funkcji narzędzia w sam przedmiot kolekcjonerskich działań. O ile pierwsze narzędzia i urządzenia pozyskiwał dla stworzenia i wyposażenia własnej pracowni, to gdy poznał i zaprzyjaźnił się z poznańskimi introligatorami, zaczął od nich odkupywać lub otrzymywać różne, niepotrzebne już przedmioty, a z czasem nawet przejmować spuściznę po odchodzących majstrach i upadającym cechu. W ten sposób zgromadził istne archiwum dokumentujące działalność introligatorstwa poznańskiego. Posiada wiele maszyn, także w wielu egzemplarzach i modelach, masę narzędzi i pomocy warsztatowych, dokumenty, oprawy i introligatorskie podręczniki. Upublicznił swe zbiory otwierając w 2007 r. w lokalu przy swym antykwariacie wystawę introligatorską. Zabiegi, by kolekcję i wystawę przejęła jakaś państwowa lub samorządowa instytucja skończyły się fiaskiem, dlatego Leonard przeniósł wszystko do własnego domu. Tam nadal udostępnia zbiory odwiedzającym go zainteresowanym osobom.

Widać stąd, że nasza wizyta nie miała charakteru towarzyskich pogaduszek, raczej przypominała zwiedzanie muzeum z przewodnikiem. Spotkanie było niezwykle satysfakcjonujące dla wszystkich stron, gdyż role pokazującego i oglądającego były przełamane wspólnym dociekaniem przeznaczenia różnych przedmiotów. Leszek zabrał ze sobą swe ostatnie nabytki – zeszyty angielskich czasopism introligatorskich, oraz katalogi fabryki maszyn Krausego, gdzie odszukaliśmy modele urządzeń, znajdujących się w kolekcji Leonarda.

To była tylko pierwsza część przygotowanych dla nas atrakcji. Później obejrzeliśmy pracownię introligatorską, a w niej m.in. piękną kolekcję tłoków i plakiet oraz fachową bibliotekę. Tu mi oczy się zaświeciły i łakomie pożerałam to, czego brakuje w moich zbiorach. No i wreszcie przyszedł czas na oglądanie opraw, oczywiście w niewielkim ale doskonałym wyborze. Kolekcjonerska pasja Leonarda wysublimowała, teraz poszukuje on rzeczy niezwykłych, wartościowych. I tak np. zamawia u najlepszych w kraju introligatorów oprawy, tworząc galerię współczesnych opraw artystycznych. Prezentował je już na Facebooku, ale my mogliśmy wziąć je w ręce, docenić/ocenić mistrzostwo naszych komilitonów. Nie zabrakło prac samego gospodarza. Krótką chwilę oglądaliśmy wybrane książki zabytkowe, na archiwum dokumentów zabrakło już czasu.

Wycieczka w czasach, gdy wszyscy staliśmy się samotnymi białymi żaglami (wybaczcie tę przenośnię, jest ona skutkiem poznania innej pasji Leonarda – modelarstwa marynistycznego) nie tylko przyniosła satysfakcję poznawczą i towarzyską, ale też naładowała nas na przyszłe działania. Rozmawialiśmy o konkursie na wspomnienia i innych przyszłych poczynaniach Stowarzyszenia, a w duch każdy sam sobie układał plan własnych robót. Domyślam się, co mógł myśleć Leszek, przed którym gigantyczne zadanie zorganizowania i doprowadzenia do tak wspaniałego stanu, jak oglądany u Leonarda, własnej, równie imponującej kolekcji introligatorskich zabytków.

Elżbieta Pokorzyńska

1 Comment
  • Janusz
    5:17 PM, 8 sierpnia 2021

    Nie miałem okazji spotkania z Panem Leonardem, ale z uwagi na odległość, jestem z nim w rzadkich ale zawsze b. dla mnie pouczających kontaktach telefonicznych oraz elektronicznych. Jestem pod ogromnym wpływem Jego erudycji i pasji, a także otwartości i empatii. Z przyjemnością przeczytałem ten artykuł jego Autorki, będącej uznanym autorytetem zawodowym w sprawach historii introligatorstwa (podobnie jak jestem pod nieustającym wrażeniem powołanych w niej prac Pana Leonarda). Gorąco polecam zarówno ten artykuł, jak i cytowane książki wszystkim, którzy interesują się historią wcale nie ginącego (jak niektórzy sądzą) pieknego zawodu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

DoŁącz do nas